czyli próby zrozumienia zawiłego przeznaczenia
Blog > Komentarze do wpisu
Rozdział 35.
I jestem! ;D

Zbliża się pierwsza (i prawdopodobnie ostatnia xD) rocznica założenia tegoż blogaska. Początki były ciężkie i kompromitujące... co trwa do dzisiaj :) chciałabym podziękować Wam, którzy włączyliście się do tego przedsięwzięcia. Cotygodniowa, wzrastająca liczba wejść skutecznie mnie motywowała do działania.

PS. Przepraszam za wszędobylskie wstawki i aluzje do Queen, ale, jeśli mogę to tak wytłumaczyć, to moja ostatnia zajawka :D

Hermiona powoli odzyskiwała świadomość, wyłaniając się z bladoróżowych macek Morfeusza. Lecz nagle, kiedy zrozumiała, że pod jej uchem spokojnie bije czyjeś serce, a dłoń tego kogoś miękko spoczywa na jej biodrze, otworzyła gwałtownie oczy. To nie był sen. Ona naprawdę zrobiła TO ze Snape'em!
Na samo wspomnienie minionej nocy, głęboka czerwień wpełzła na jej policzki. Był to łóżkowy debiut czarownicy, jednak z ulgą zauważyła, jak wszystko wyszło naturalnie i subtelnie, mimo, iż teraz czuła się obolała.
Co robić?, myślała gorączkowo. Przecież nie mogła zostać w pościeli, w uścisku... i powitać go z nieskrępowanym, rozanielonym uśmiechem! Na mugolskich filmach wszystko wydawało się takie proste. A co jeśli... jeśli Severusowi zależało wyłącznie na miłości fizycznej? Faktycznie, gdyby oznajmił jej to z samego rana, niechybnie pękłoby małe serce praktykantki.
Najdelikatniej jak umiała, wysunęła się z objęć mężczyzny, w pośpiechu narzuciła na siebie piżamę, po czym uciekła do własnej sypialni.

Ostatnią rzeczą, jaką zapamiętał Harry, był zaniepokojony krzyk Luny i George'a:
-Nie pij tego!!
Teraz natomiast, obudził go głośny śpiew, zdecydowanie nietrzeźwych bliźniaków:
-...in the lap of the gods... Wo, wo, la la laaaaaa... Czicho, sary. Nasz boater jesze dszemie.
-Ssostaff go, isiemy spaś.
Któryś z chłopców zapewne niechcący szturchnął Wybrańca śpiącego w kącie hallu i wówczas ten obudził się już zupełnie. W myślach podziękował swojemu ojcu oraz Syriuszowi za wynalezienie naprawdę mocnego przeciwkacowego eliksiru.
Zanim wieczorem wziął cokolwiek do ust wypił z Blackiem naprawdę sporo czegoś, co wyglądało niczym odchody feniksa rozwodnione ekstraktem z ważki błękitnoskrzydłej. Po spożyciu animag przyznał prawdziwość tejże teorii. Tak, czy owak, warto było cierpieć ohydny smak dla tak miłego poranka. Gryfon czuł tylko zwyczajowy posmak w ustach i nawet pozostałości po jego muzycznych zaklęciach nie stanowiły problemu.
-I have sinned dear Father, Father I have sinned. Try and help me, Father! Won't you let me in?...
-Harry! - ochrypły głos Artura Weasley'a wyrwał go z zamyślenia.
Wstał i otrzepawszy marynarkę, ruszył do salonu.
-Panie Weasley? - W pomieszczeniu panował bałagan tak niewyobrażalny, że trudno było dojrzeć cokolwiek w feerii barw. Tylko dłoń wynurzyła się zza ogromnej sterty plasktykowych kubeczków.
-Proszę, wyłącz tę muzykę, ja zapodziałem gdzieś różdżkę. Dziękuję.
Zmęczony chłopak odszedł do swojego pokoju, który dzielił z Ronaldem. Przyjaciel wciąż mocno spał, chociaż z pewnością nie pił wiele. Ze spotkania z Valentine wrócił po trzech godzinach i stwierdził, że chce być sam.
Potter wszedł do łóżka, ale sen opuścił go całkowicie.

Po południu, kiedy dom został w miarę uprzątnięty, cała młodzież skupiła się z walizkami wokół kominka. Do szkoły zostało jeszcze kilka dni, ale uznano, że młodym Feniksom przedwczesny powrót do Hogwartu dobrze zrobi.
-I pamiętaj o manierach, Ron! - żegnała się z chłopakiem Molly.
-Myj zęby przed snem...
-... i nie chódź w brudnych i porwanych skarpetkach! - dodali bliźniacy.
-Gabinet wicedyrektora, Hogwart! - wykrzykiwano raz po raz.
Kiedy Hermiona weszła do paleniska i poczęła się obracać, zdawało się jej, że widzi w progu dobrze znaną sylwetkę mistrza eliksirów, lecz nie mogła zatrzymać coraz szybszego tempa sieci Fiuu.
-Panna Granger – McGonagall odhaczyła coś w swojej liście. - Nie wiesz, czy Draco również zamierza wrócić wcześniej?
-Nie wiem, pani profesor – dziewczyna wyszła na korytarz i nagle ogarnęło ją poczucie winy. Ostatnio stanowczo za mało uwagi poświęcała Malfoy'owi.
W tym samym czasie blondyn spacerował po pięknie oszronionym ogrodzie.
Mimo, że rezydencja leżała z dala od miasteczka, niezwykle wysokie żywopłoty zapewniały nadnaturalną wręc prywatność; leżąc w lecie na kocu pod czereśnią, miało się wrażenie odcięcia od całego świata.
Przed posiadłością ogród był idealnie symetryczny, z wilką fontanną pośrodku. Tutaj jednak Draco o wiele bardziej lubił przebywać; rośliny żyły własnym życiem i wszystko dokoła spowijala mgiełka tajemnicy. Na starym jesionie mógł nawet dostrzec ukrytą huśtawkę. Kiedyś, kiedy ojciec był w pracy, Narcyza w tajemnicy sama, własnoręcznie zamontowała synowi zabawkę. Teraz młody czarodziej odpychał uśmiechał się do wspomnień, wodząc palcami po zimozielonym bluszczu na linie.
Wtem u jego stóp wylądowała mała, brązowa sówka. Arystokrata odczepił krótki liścik, który po chwili spłonął. Nastolatek pobiegł do domu i w kurtce zapukał do kwater Czarnego Pana. Za drzwiami dało się słyszeć kilka przekleństw i trzask zamykanych książek.
-Wejść!
Lord wyglądał na zirytowanego, ale co innego przykuło uwagę chłopaka. W szklanych drzwiczkach sekretarzyka odbijał się fragment sypialni Voldemorta, gdzie... Niemożliwe. Przez chwilę widział tam spoglądającą na niego... Valentine? Jednak nim zdążyło to do niego dotrzeć, widziadło zniknęło.
-Coś nie tak?
-Nie, wszystko w porządku, Panie – młodzieniec skłonił się nisko. - Właśnie dostałem informację, że Potter wrócił do szkoły. Pomyślałem, iż może mógłbym mieć na niego oko...
-Oczywiście, jedź. Jesteś przytomny, to dobrze. Informuj mnie o wszystkich jego poczynaniach, chłopcze.

-Hermiono, to ja, Ron. Otwórz, proszę – drzwi do apartamentu dziewczyny dudniły pod bladymi knykciami.
-Spotkanie w Pokoju Życzeń. Tylko nasza trójka – Weasley zaśmiał się, a zaraz dołączyła do niego przyjaciółka.
-Wojna nie rozdzieli nas i naszych intryg.
-Mam nadzieję, Ronaldzie.
Kiedy wreszcie dotarli do pomieszczenia, Złoty Chłopiec już tam był.
-Chodzi o to, co zwykle, a ja sam sobie z nim nie radzę – poinformował rudy.
-Czuję się taki... bezużyteczny!
-Harry, nie powinieneś tak mówić... - przerwała mu Hermiona. - Martwimy się wszyscy o ciebie!
-Och, proszę! Każdy członek Zakonu jakoś się udziela, z wyjątkiem mnie!
-Tak samo jak ty należymy do Feniksów – stwierdził Ron – chyba nie chcesz powiedzieć, że siedzimy z założonymi rękami.
-No cóż...
-Stary, popatrz tylko: Herm ciągle przesiaduje u Snape'a z nosem w kociołku. Nawet w Sylwestra nie mogła wysiedzieć bez jego książek! - tu dziewczyna okropnie się zaczerwnieniła i odwróciła szybko twarz. - Ja naprawdę wziąłem się wreszcie w garść i chcę zostać magomedykiem. Natomiast ty... Naprawdę nie zauważyłeś?
-Niby czego? - warknął zielonooki.
-Masz bzika na punkcie zaklęć. Nie ma dnia, kiedy nie paplałbyś o jakiejś klątwie, czy uroku. A poza tym, uczysz się z Elodie, a ona jest naprawdę niezłym aurorem. No i twoi rodzice... Masz walkę we krwi, Harry!
-Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że pokonam Voldemorta zwykłym Expelliarmusem! - denerwował się chłopak. - Myślałem nawet, czy nie sięgnąć do tych książek w bibliotece Syriusza...
-Czarna magia?! Po moim trupie! - wrzasnęła Hermiona.
-Przecież wszyscy aurorzy używają bezkarnie Avady! A jeśli tylko przejrzę te naprawdę stare księgi... nic sie nie stanie.
-Herm, myślę, że on ma rację. To może się przydać nam wszystkim.
-Taaak? - syknęła – A niby skąd weźmiecie te swoje „naprawdę stare księgi"? Dam głowę, że te u Syriusza są zbyt nowe i figurują na listach Ministerstwa.
-Wiem! - wykrzyknął nagle Wybraniec – Ron, pamiętasz salę przyległą do Komnaty Tajemnic? Wydaje mi się, że tam były jakieś regały...
-...muszą mieć prawie tysiąc lat! Wchodzę w to! - zaśmiał się Weasley. - Jak za starych czasów!
Wtem do Pokoju Życzeń wszedł Malfoy.
-Severus chce cię widzieć – poinformował przyjaciółkę – Teraz.
Dziewczyna odrobinę zbladła, ale swoją niepewną minę zamaskowała krzykiem:
-Świetnie! Idźcie sami! Mam nadzieję, że coś was tam zeżre!
-Uuu... szykuje się niezłe widowisko! - klasnął w dłonie blondyn a cała Złota Trójca spojrzała na niego z ukosa. - Nie myślcie, że odpuszczę; ja też idę.

Gryfonka z dudniącym głośno sercem schodziła do lochów.
Nie.
Obiecała sobie, że będzie twarda. Tak, jakby ostatni tydzień nie istniał.
-Wejść.

-Malfoy, teoretycznie ci ufamy, ale... - zaczął mówić Harry w łazience dziewcząt na drugim piętrze, lecz przerwał mu podekscytowany głos Ślizgona:
-Daj spokój, Potter i odpalaj to przejście.
-Otwórz się. Różdżki w pogotowiu, schodzimy.
Kilka minut później otrzepywali szaty z błota na posadzce pokrytej kośćmi zwierząt.
-Łał... kiedyś to miejsce wydawało się większe – Czarnowłosy schylił się do przejścia w gruzowisku, które niegdyś utworzył Ronald. Teraz natomiast dwóch przyjaciół usunęło trochę skał, a Draco rzucił na nie Zaklęcie Zastoju. Tak utworzyli wysoki łuk, który przeprowadził ich do następnej komnaty.
-T-t-to jest b-bazyliszek? - spytał drżącym głosem praktykant eliksirów, ściskając mocniej w dłoni swoją Błyskawicę.
-Nie – odrzekł lekkim tonem Weasley – to tylko jego skóra. Ale jeśli chcesz zobaczyć zwłoki...
-Dzięki, rudzielcu. Po tych wszyskich latach z pewnością nie wygląda to dobrze – Malfoy prawie odzyskał rezon. - Mam niezwykle wrażliwy zmysł węchu; nie chcę się narażać.
-Panienka – prychnął rozbawiony.
-Przestańcie już! - warknął Złoty Chłopiec – To chyba tutaj...
Istotnie, stali w progu średniej wielkości, trójkątnego pomieszczenia. Na każdej ze ścian piętrzyły się wysokie regały, natomiast na środku stał stół z rozrzuconymi niedbale książkami. Niektóre pokrywał kurz tak gruby, że trudno było nawet odczytać tytuły z okładek.
-Myślicie, że mogę sobie coś stąd tak po prostu wziąć?
-Brawo, Potter! Jak zwykle zorientowany rychło w czas.
-Jesteś tu dzięki nam, więc grzeczniej, proszę.
-Harry, myślę, że możemy zabrać kilka tomów, później powiemy Dumbledore'owi – stwierdził Ron.
Każdy z młodych czarodziei podszedł do innej ściany i zaczęli przeszukiwanie.
-Tortury od A do Z – odczytał blondyn. - Najwyraźniej teksty są samotranslujące. Hej, czy to krew?
-Składniki nieznane. To dla Hermiony.
-Hogwart: Historia Prawdziwa, Vademecum medyka, Pojedynki, część 1. - odczytywał zielonooki. Po godzinie zakomenderował: - Wracamy.
-Jeszcze chwila!

-Dzień dobry, profesorze.
-Dlaczego uciekłaś? - spytał prostolinijnie Severus. - Czyżbyś żałowała, panno Granger? - zadrwił.
-Nie bardzo wiem, o czym pan mówi.
-W porządku. Chcesz grać w otwarte karty? - mężczyzna uśmiechnął się złowrogo – Ale nie tutaj. Zapraszam do salonu, Granger.
-Proszę wybaczyć, lecz mam do nadrobienia kilka rozdziałów z astronomii... - Hermiona zaczęła cofać się do wyjścia.
-BEZ DYSKUSJI.
Kiedy byli już na miejscu, a krew zupełnie odpłynęła z twarzy nastolatki, Snape zaczął przechadzać się, nawet nie spoglądając na swojego gościa.
-Siadaj. Więc? Coś nie tak? - dziewczyna nie odpowiedziała nic, co jeszcze bardziej zirytowało profesora. - Czyżbym był niedostatecznie dobry dla Najinteligentniejszej Czarownicy Tysiąclecia? A może zwyczajnie się rozmyśliłaś?
-Nie rozmyśliłam! - krzyknęła – Wydajesz osąd w sprawie, o której nie masz pojęcia!
-Oświeć mnie! - Severus rozpiął górne guziki surduta. - Całe to przedstawienie z Amortencją... wydawało się, że byłaś zainteresowana...
-Zachowujesz się jak typowy facet! Nie myślisz o konsekwencjach? Co, gdyby ktoś nas przyłapał?! - teraz Hermiona poczęła krążyć po bawialni. - W najlepszym wypadku straciłbyś posadę. A to wszystko – zrobiła rękoma nieokreślony gest pomiędzy sobą a Snape'em – to istne szaleństwo! - odetchnęła – a poza tym...
-Co „poza tym"?
-Nic, nieważne. To po prostu nie ma sensu, nie wyjdzie.
-Granger...
-Złożę wymówienie i odejdę ze stażu. Dowidzenia, prof...
-GRANGER! - wrzasnął były śmierciożerca. -Incancerous! - niewidzialne liny oplotły Gryfonkę, która z kolei runęła na kanapę nieopodal.
-Jeśli mnie natychmiast nie wypuścisz, będę krzyczeć.
-Mam bariery dźwiękoszczelne; powodzenia. - mężczyzna nalał sobie wina, rozsiadł się w fotelu naprzeciwko i zaczął bawić się różdżką dziewczyny. - Lekcje zaczynają się dopiero za dwa dni; nie śpiesz się.
-O co ci dokładnie chodzi, Snape?!
-Pytałem; dlaczego uciekłaś? To niemożliwe, żeby kierował tobą wyłącznie strach o mnie.
-To... skomplikowane – zamknęła na chwilę oczy. - Ale tak, boję się. O reakcję wszystkich, kiedy się dowiedzą, o...
-Przecież nie musimy tego ogłaszać całemu światu.
-Chcesz się ukrywać?
-A masz lepszy pomysł? - Severus wciąż na nią nie patrzył, ale mimo to czuła, jak liny, jedna po drugiej, powoli znikają. - Wcześniej zaczęłaś o czymś mówić. Dokończ.
Hermiona gwałtownie poczerwieniała.
-Nie dostałam od... ciebie żadnych... wyjaśnień. Żadnego... potwierdzenia...
-Kocham cię? - warknął niespodziewanie. - O to chodzi? Byłem pewien, że jesteś na tyle inteligentna, by się domyślić. Najpierw Amortencja, później spędzona wspólnie noc... Chyba nie myślałaś, że zwyczajnie zaciągnąłem cię do łóżka?
-Cóż... - spuściła głowę.
-W porządku – liny opadły całkowicie, a nauczyciel odłożył różdżkę nastolatki z powrotem na ławę. - Wszystko sobie wyjaśniliśmy. Znam konsekwencje i wagę ryzyka, jednak ostateczny wybór należy do ciebie. Możesz iść.
Ręka Gryfonki gwałtownie wystrzeliła do różdżki, po czym nastolatka wstała i powoli przeszła do drzwi. Lecz kiedy dotknęła klamki, zamarła.
-Ale... ja nie chcę wychodzić.
-Więc zostań. 

wtorek, 21 lutego 2012, cyzia94
Drogi Czytaczu, Twój komentarz mnie uskrzydli!
Komentarze
Gość: Pani Budyń, user-46-112-13-77.play-internet.pl
2012/02/21 12:31:18
Będzie Queen!
Lubię wplecione w twoje opowieści Queenowe przesłania. Dzisiejsze "In the Lap of the Gods" i "Liar" pasuje tu idealnie. Oczywiście.

Z niecierpliwością śledzę twój blog w oczekiwaniu na kolejna notkę. Baardzo podoba mi się wątek wielkiej i cudownej miłości Hermiony i Severusa. Sama chciała bym taką przeżyć. Tak. Jest to moim największym marzeniem.

Oczekuję w zniecierpliwieniu na kolejną notkę.
Pani Budyń.
-
2012/02/21 15:10:04
Super, super, super :D Cieszę się, że Hermiona jednak nie chce wychodzić od Snape'a :D I co oni tam znaleźli, że już mieli wychodzić a jeszcze zostali? :D Pisz kolejny rozdział! :D
-
2012/02/21 16:09:39
OMG >D Dobrze, że twój talent do pisania nie zniknął... Jest chyba wręcz przeciwnie!
Rozdział genialny! Nie mogłam się normalnie oderwać ! xD
Hmm ciekawe co tam znaleźli? >g Draco ma czuły węch... Dobre! :D
Ja cę więcej takich scenek *.* Kocham rozmowy Severusa i Hermiony. ^^
Z niecierpliwością czekam na cd. :D xd
Życzę weny i cierpliwości!
-
2012/02/21 17:47:05
Cudowny rozdział. :> Czyżby się święciła kolejna wspólna noc? ;>
Czekam na ciąg dalszy! :*
-
2012/02/21 20:48:15
Świetny rozdział :D Naprawdę masz talent ^^
Harry i Ron jak zwykle muszą się w coś wpakować :)
No, jestem ciekawa co będzie dalej z naszą ukochaną parą :D
Czekam na kolejny rozdział.
Pozdrawiam i życzę weny.
-
2012/02/21 23:06:37
Rozdział naprawdę super. Cieszę się, że Hermiona jednak nie uciekła, bo chyba bym nie przeżyła kolejnych podchodów :D
Znalazłam tu literówkę: "żywopłoty zapewniały nadnaturalną wręc prywatność".
Były jeszcze dwie, ale gdzieś mi umknęły.
Z rozdziału na rozdział piszesz coraz lepiej, co wydaje się być niemożliwe, bo wszystkie są absolutnie wspaniałe. Już się nie mogę doczekać następnej części.Weny! <3
-
2012/02/22 15:46:32
boze...to bylo swietne...normalnie brak mi slow...
wiec mam nadzieje ze nie bedziesz zla za dlugosc komentaza, a dokladnie jej braku ;p
ciesze sie ze wrocilas z nowa energia i powodzenia w realizacji wszelkich przedsiewziec i postanowien :)
-
Gość: cheeky92, 213.158.216.196.pat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2012/02/23 17:03:22
Mimo gadki z tym, że to pewnie pierwsza i ostatnia rocznica tego bloga... jestem zajarana notką!!!
I na poważnie! Przestań tak pisać (że nie długo koniec bloga itp.!) Jesteś świetną pisarką, czemu chcesz kończyć coś, co dla innych jest chwilą wytchnienia w brutalnej rzeczywistości? Uwielbiam czytać Twoją historię, i naprawdę nie chcę by tak świetna opowieść miała beznadziejny koniec... a będzie on beznadziejny jeśli przedwcześnie skończysz pisać swoją opowieść, zbyt wczesny epilog wszystko tu zepsuje, szkoda ostatniego roku pisania, naprawdę! :)
^^
Dobra koniec tego monologu... xD
Teraz coś o samym rozdziale.
Oczywiście to, że jest genialny to już oczywista oczywistość :D
Ciekawe czy chłopcy pomyślą i wezmą jakąś książkę dla Hermiony, no i czy może znajdą coś niezwykłego na tych przeszło tysiącletnich półkach?? :)
Dobrze, że Hermiona została u Seva.. Może McGonnagal albo Dumbel się dowiedzą o ich związku? O ile Hermiona wytrzyma z severusowatą złośliwością :DDD
No nic. Życzę WENY!!!
I czekam na kolejną notkę, mam nadzieję, że pojawi się szybciej niż ta :D
-
2012/02/25 11:54:50
hahaha żebym to tylko ja nie została twoją betą :D
-
2012/02/26 17:49:34
Skoro już pochłonęłam wszystko w dwa dni, to wypadałoby zostawić tu coś po sobie... xd Możesz sobie pogratulować, Twoje opowiadanie mnie wciągnęło. Co więcej, trafiłam tu przez pomyłkę. Szukałam zupełnie innego Fan Ficka o bardzo podobnej nazwie. Byłam święcie przekonana, że trafiłam na ten odpowiedni, kiedy zorientowałam się iż Twój blog wcale nie jest zakończony. W każdym razie byłam lekko zdziwiona. Faktycznie, o tym czego szukałam ludzie mówili "perełka". Nie to żeby Twój blog był kiepski, ale za dużo razy mi tu coś zgrzytało. Nie wykorzystałaś wielu sytuacji, zrobiłaś z Syriusza i Remusa homoseksualistów, a Voldemortowi nozdrza drgają, bo czym nazywasz go "beznosym". Cóż, nie obyło się także bez drobnych literówek. Błędy na ogół mnie nie interesują, chyba że ktoś stawia przed lub po "i" przecinek. Niestety zdarzyło Ci się kilka razy. Sama nie rozumiem dlaczego, ale mnie to drażni xd Idealnie opisałaś okolicę, kiedy Remus znalazł się po drugiej stronie łuku. Jednocześnie byłam ogromnie zszokowana tym, jak ta akcja się zakończyła. Właściwie powód mojego zdziwienia jest prosty: po początkach bloga, nie spodziewałam się że napiszesz coś tak przewidywalnego. Liczyłam na coś w stylu "Remus, sorry ale mnie tutaj jest dobrze". Nie, w sumie na to też nie liczyłam. Liczyłam na coś, co mnie zupełnie zaskoczy - no i się przeliczyłam. Niestety. Zasmucił mnie też fragment, w którym Draco opowiadał o tym jak zabił tę nieszczęsną dziewczynkę, torturując ją uprzednio. Doskonały plan, tylko że to powinno wzruszać - ja w trakcie czytania nie wzruszyłam się ani razu, a miałaś okazję, żeby mnie do tego doprowadzić.
Tak czy inaczej, bardzo mnie ta opowieść zainteresowała. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę jak nie wygodnie czyta się coś w telefonie i jak głowa potrafi od tego boleć. Doprowadziłaś mnie do tego, że nie mogłam się powstrzymać... Całość przeczytałam w telefonie! Rzadko mi się to zdarza.
No, już kończę swoje ględzenie. Sama piszę i mistrzynią w tym nie jestem, za to jeśli chodzi o czytanie... Należę do tych wymagających osób :D
Liczę na to, że powiadomisz mnie o nowości ;>
miedzy-huncwotami.blog.onet.pl/
-
Gość: Anna, dfx111.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/03/10 18:42:24
Wczoraj znalazłam Twoje opowiadanie i tak się do niego dorwałam, że przeczytałam całość. Jako że pora już była późna to komentarz jest dopiero dzisiaj.
Moja wrazenia...... jestem zachwycona tym opowiadaniem, czyta je sie lekko i przyjemnie a co najwazniejsze i najbardziej rokujace dla dzieła, niesamowicie wciąga. Czytając nie można się od niego oderwać, fajnie to wszystko wymyśliłaś.
Podobał mi się motyw z tym eliksirem od Elodii.... jestem jednak troche niezaspokojona jesli chodzi o przedostatni rozdzial. Zakonczylas na tym, że Hermiona miala zblizyc sie do lezacego w łóżku Severusa, gdy on mówił, że ma go pocałować, a następny rozdział był o tym jak Miona ranno sie obudziła w jego łóżku. Można się oczywiście domyślić co zaszło, ale szkoda, że nie opisałaś tej sceny. Mogłaby być poruszona we wspomnieniach któregoś z bohaterów, ale szkoda że milczysz na temat tego zajścia.
Zastanawiam się co knuje Elodii z Narcyzą, bo jesteś bardzo tajemnicza jeśli chodzi o ten wątek, ale podejrzewam że to celowy zabieg.
A teraz z innej beczki. Myślalaś o umieszczeniu tego opowiadania na forum snapegranger.pl badz na fanfiction.net? Mogłabyś znalaść rzesze czytelników.
Aha mam jeszcze zastrzeżenia co do szablonu, a mianowicie do początkowych rozdziałów. Jako że zaczęłam czytać od początku, to miałam z tym trochę problem bo w niektórych z początkowych notek kolor rozdziałów zlewa się z kolorem tła, przydałoby się to naprawić, bo część rozdziałów kopiowałam do worda, żeby je przeczytać bez wytrzeszczania oczu. To taka mała rada ode mnie, mam nadzieję, że się za nia nie pogniewasz. Poza tym szablon jako całość mi się podoba, jedynie ten kolor niektórych notek był uciążliwy.
Powiedz mi jeszcze czy myślałaś o zamieszczeniu opcji newslettera? Widziałam to na niektórych blogach i fajna jest to mozliwość.
Pozdrawiam serdecznie i do nastepnego rozdzialu